Wkrótce ruszy kolejna reforma systemu szpitalnictwa w Polsce
Minister zdrowia Izabela Leszczyna optymistycznie patrzy na przyjęty 1 lipca projekt nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz ustawy o działalności leczniczej. Cel jest jasny: nie tylko poprawić kondycję ochrony zdrowia, ale także sięgnąć po środki z Krajowego Planu Odbudowy (KPO).
Jednak czy ta reforma będzie przełomowa? Czy zmiany, które mają wejść w życie, to rzeczywista rewolucja, czy raczej kolejne drobne korekty systemu, które znów pozostawią szpitale samym sobie?
Reforma niezbędna, ale czy wystarczająca?
Projekt nowelizacji to jeden z warunków otrzymania pieniędzy z KPO. Bez jego uchwalenia wsparcie finansowe z Brukseli przepadnie. Mimo to proponowane zmiany to raczej katalog kosmetycznych poprawek niż głęboka przebudowa systemu.
Co konkretnie się zmieni? Szpitale będą miały więcej elastyczności – będzie można przekształcać oddziały całodobowe w jednodniowe lub długoterminowe, a placówki pediatryczne ograniczą nocną i świąteczną opiekę tylko do dzieci. Samorządy, które zarządzają głównie szpitalami powiatowymi, będą mogły łączyć je w spółki budżetowe lub kapitałowe. Programy naprawcze będą wymagały oceny efektywności, zwłaszcza jeśli w jednostce większość udziałów ma państwo lub uczelnie medyczne – tu interweniować będzie Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji.
Nowością jest też uproszczony tryb zatrudniania lekarzy spoza Unii Europejskiej – na podstawie decyzji ministra zdrowia, bez konieczności posiadania pełnego prawa wykonywania zawodu. To może pomóc w łagodzeniu deficytu kadrowego, choć budzi kontrowersje dotyczące jakości opieki.
Dodatkowo projekt znosi wymóg skierowania do lekarza medycyny sportowej, optometrysty i psychologa, a optometryści będą mogli wystawiać skierowania do okulisty.
Szpitale powiatowe na krawędzi bankructwa
Tymczasem sytuacja finansowa szpitali jest dramatyczna. Z 219 szpitali powiatowych tylko 39 jest rentownych. Reszta zmaga się z ogromnymi długami – łączne zadłużenie tych placówek to około 8,2 miliarda złotych. Co gorsza, szpitale powiatowe są najbliżej pacjentów i często jedyną dostępną opieką w promieniu 50 km.
Samorządy ostrzegają, że wprowadzenie planów naprawczych może skończyć się tylko „papierową formalnością”, bez realnego wsparcia finansowego ze strony państwa. To z kolei podważa skuteczność reformy.
Historia reform – czy wyciągamy wnioski?
Reformy polskiej ochrony zdrowia to temat, który powraca od ponad trzydziestu lat, a ich skuteczność pozostawia wiele do życzenia.
- Lata 90. – decentralizacja i przekazanie zarządzania placówkami samorządom, powstanie Kas Chorych, które miały zacząć kształtować nowy system ubezpieczeń.
- Początek XXI wieku – utworzenie Narodowego Funduszu Zdrowia, centralizacja finansowania, ale rosnące kolejki i nierówności regionalne.
- Lata 2000-2010 – próby restrukturyzacji szpitali, zmiany w finansowaniu i kontraktowaniu, jednak szpitale wciąż zadłużone.
- Ostatnie lata – reformy ratownictwa medycznego, podstawowej opieki zdrowotnej i tworzenie Narodowej Sieci Szpitali. Częściowa poprawa, ale system nadal boryka się z deficytem kadrowym, długami i ograniczoną dostępnością specjalistów.
- Pandemia COVID-19 – uwypukliła słabości systemu, choć zyskała na znaczeniu telemedycyna.
Co dalej?
Zamiast kompleksowej i systemowej reformy dostajemy kolejną odsłonę ewolucji, która zdaje się przerzucać odpowiedzialność na samorządy bez realnego wsparcia finansowego z budżetu państwa. Czy pacjenci odczują zmiany? Na to pytanie trudno dziś odpowiedzieć jednoznacznie.
Fot. Pexels

