Zarząd Ruchu Chorzów poparł Michałka. Kotala zabiera głos…
W Chorzowie szykuje się wielkie starcie dwóch kandydatów na prezydenta miasta. Urzędujący prezydent Andrzej Kotala ma przeciwnika w postaci Szymona Michałka. Ostatnio zaiskrzyło między nimi, bo zarząd Ruchu Chorzów poparł kandydaturę Michałka. Andrzej Kotala wydał właśnie oświadczenie.
Ze zdziwieniem i dużym zaskoczeniem odebrałem akcję zarządu i pracowników Ruchu Chorzów S.A., którzy stojąc przed Urzędem Miasta oficjalnie poparli jednego z kandydatów w wyborach na prezydenta Chorzowa. Miasto – ich zdaniem – zbyt mało pieniędzy przeznacza na Ruch. Oczekują zapewnienia mu wreszcie godnej pozycji, co ma zagwarantować kandydat ze środowiska
kibiców. Nad kłamliwymi insynuacjami, że mamy zamiar wybudować osiedle i Biedronkę przy Cichej pochylać się nie będę – to wierutne bzdury. Oświadczenie jest zaskakujące, bo nie dalej jak miesiąc temu, Ruch na swoich stronach internetowych ogłosił, że jest politycznie bezstronny. Wytrwał w tej deklaracji wyjątkowo krótko – pisze Andrzej Kotala.
Podkreśla, że kilka dni wcześniej poprzez nabycie kolejnych akcji, miasto przekazało na konto Ruchu 1,6 mln zł. To środki na wynajem Stadionu Śląskiego. Dodaje, że gra na Śląskim daje Ruchowi możliwość sprzedaży blisko 40 tys. biletów. Tak dużą frekwencją
cieszyły się mecze ze Śląskiem, Górnikiem czy Legią.
Chciałbym zaznaczyć, że to na mnie spoczywa polityczna odpowiedzialność za niewywiązanie się do tej pory z obietnicy budowy nowego stadionu przy Cichej. O przyczynach pisałem już wielokrotnie. Ale Ruch Chorzów S.A. zawsze mógł liczyć na nasze finansowe wsparcie. Pieniądze płynęły różnymi drogami: poprzez pożyczki, promocję przez sport, zakup akcji. Tylko od 2011 r. kupiliśmy akcje Klubu za 30 mln zł. Udzieliliśmy pożyczek na 16 mln. Dla pełnej jasności, akcje kupujemy zawsze po 1 zł za sztukę, gdy na giełdzie ich obecna wycena to 37 gr – kontynuuje Andrzej Kotala.
Mówi wprost, że przez niektórych kibiców miasto traktowane jest jak bankomat, do którego idzie się, gdy w kasie spółki widać dno.
Ruch Chorzów jest dla nas bardzo ważny. Jesteśmy z niego dumni. Nie jest jednak jedynym podmiotem, który musimy utrzymywać. Nasz budżet nie jest z gumy. Po miejskie pieniądze ustawia się każdego roku długa kolejka. Oczywiste jest, że to Ruch dostaje najwięcej, mimo że nie wszyscy mieszkańcy chodzą na mecze. Chorzowianie mają też inne zainteresowania niż piłka nożna. Prócz sportu zawodowego, mamy przecież też sport amatorski. Gdy jedni idą na mecz, drudzy wolą koncert czy zajęcia w domu kultury. Miasto musi działać w sposób zrównoważony i ma obowiązek wspierać wiele instytucji, stowarzyszeń i organizacji.
Dzieje się to w ramach jednego budżetu – pisze dalej Kotala.
Dyskusja o wysokości finansowania Ruchu z miejskich pieniędzy trwa od lat. W ostatnim czasie zarząd Ruchu donośnie mówi, że miasto powinno przekazywać im 1% dochodów miasta, czyli jakieś 8 – 9 mln (teraz to 3,6 mln zł).
Oczywiście równolegle, zgodnie z obietnicami, mamy budować nowy stadion – za 250 mln. I jeszcze jedno. Chorzów nie jest właścicielem Ruchu, jest współwłaścicielem. Posiadamy 36 % akcji. Nieco ponad 4% ma Skarb Państwa.
Reszta, czyli blisko 60% jest w prywatnych rękach – zaznacza Andrzej Kotala.

